poniedziałek, 9 lipca 2012

Ksiądz z dobrą misją (wywiad z ks. Józefem Gawłem)

Rozmowa z ks. Józefem Gawłem SCJ, kapłanem ze Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego o pamięci przed Panem, kontemplacji i wychowaniu oraz ...o potrzebach z serca płynących. Rozmawiała Małgorzata Budzik.

Małgorzata Budzik: Napisał Ksiądz wiele książek i artykułów dotyczących pobożności m.in. „Dziękuję, czyli zachęty do wdzięczności”, „365 prawdziwych recept na piękne życie”, „Doświadczyć Bożej miłości” i wiele innych. Proszę powiedzieć, czy duchowość Serca Jezusowego to jeden z przepisów na szczęście? A może to ten jedyny, właściwy…

ks. Józef Gaweł: Prawdziwe szczęście dla człowieka to żyć w Bogu i z Bogiem. Już święty Augustyn mówił: „Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu”. Serce zawsze mówi nam o osobie, kim jest dany człowiek. Błogosławiony Jan Paweł II tyle razy powtarzał, zwłaszcza młodzieży, że wtedy będziecie szczęśliwi, gdy pójdziecie za Jezusem. I wydaje mi się, że właśnie spojrzenie na Chrystusa przez pryzmat Jego serca, ukazuje nam najlepiej Jego niepojętą tajemnicę i głębię. Gdy zatem pragniemy zjednoczyć się z Bogiem, idziemy do Niego przez Chrystusa, bo On jest naszą drogą. W dzisiejszym świecie, gdzie tyle różnych teorii i niepewności, stanowi On – Chrystus – stałą wartość i fundament naszego postępowania. Stąd możemy powiedzieć, zgodnie z powołaniem sercanów, że związanie się z sercem Jezusa jest jakąś drogą do szczęścia i pomaga nam głębiej przeżywać podstawową prawdę naszej wiary: Bóg jest miłością. Równocześnie pozwala ono być nam bliżej drugiego człowieka, służyć innym ludziom. Zatem szczęśliwym jest ten człowiek, który ma przede wszystkim czyste i spokojne sumienie. Gdy towarzyszy mu świadomość, że dobrze czyni – to wtedy ma radość. Bo szczęście, jak powiedział Wilhelm von Kepler to: „innych uczynić szczęśliwymi”.

M.B.: Podobno w osiągnięciu harmonii pomaga medytacja. Ksiądz proponuje kontemplację. Według słownika języka polskiego to: „pogrążenie się w myślach, przyglądanie się czemuś w skupieniu”. Zgodzi się Ksiądz z leksykalnym rozumieniem tego pojęcia?
J.G.: Przytoczyła Pani tzw. definicję naturalnej kontemplacji. Mówi się o niej wówczas, kiedy ludzie kontemplują piękny obraz, przyrodę. Ja tutaj mam na myśli przede wszystkim kontemplację duchową w sensie religijnym. W teologii duchowości jest to miłujące trwanie wobec Boga i poznawanie jego samego. Prowadzi ona przy pomocy łaski uświęcającej do osobowego doświadczania Boga poprzez wiarę, w świetle prawdy objawionej. Kontemplacja jest zatem czymś głębszym, zaś medytacja stanowi jej początek. Medytacja to bardziej rozumowe szukanie, dociekanie i rozważanie prawdy. Kontemplacja jest owocem medytacji, takim głębszym poznaniem. Przede wszystkim polegającym na zjednoczeniu z Bogiem.

M.B.: Klasztory to jedno z miejsc, gdzie rozwijana bywa duchowość. Czy życie zakonne rzeczywiście ma wpływ na kształtowanie się pobożności?

J.G.: Na pewno ma wielkie znaczenie. Przykładem tego jest św. Benedykt, który uczył, że celem życia zakonnego jest szukanie Boga. Przemienił on w VI wieku całą Europę właśnie przez życie zakonne, przez pracę i posługę zakonu benedyktynów, który on założył. Dzisiaj papież Benedykt XVI, chcąc z powrotem prowadzić ludzi do Boga, nawiązuje do reformatorskiej w pewnym sensie działalności św. Benedykta. Szczególnie jest to potrzebne obecnie, gdy Europa zeświecczała, odeszła od Boga. Natomiast wielki ojciec kościoła św. Augustyn mówił, że jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na właściwym miejscu. Trzeba zaznaczyć tutaj, że życie zakonne miało wielki wpływ na historię chrześcijaństwa. I chyba też tak powinno być dzisiaj, w okresie szukania różnych recept na odnowę naszego społeczeństwa. Gdy po 1989 roku odzyskaliśmy wolność, czytałem wtedy wypowiedź dominikanina o. Jana Andrzeja Kłoczowskiego. Znany filozof z Krakowa powiedział wówczas, że przyszłość Polski i Kościoła w wolnej ojczyźnie zależy od klasztorów i uniwersytetów. Co to znaczy? Wiemy czym były klasztory i uniwersytety w średniowieczu. Pierwsze uczyły życia uczciwego i pobożnego oraz były oazami duchowości, drugie poprzez wykształcenie odpowiadały na najważniejsze pytania nurtujące ludzi i uczyły mądrości. I dzisiaj również jest to najbardziej potrzebne: połączenie wiary i rozumu. Gdy posługa wiary i myślenia jest dobrze postawiona, wtedy życie jest dobre. Potrzeba duchowości i mądrości.

M.B.: Tarnów to miasto o bogatej historii i tradycji, zwłaszcza jeśli chodzi o dzieje tarnowskiej diecezji. Od kiedy zatem sercanie realizują swój charyzmat na naszej ziemi?
J.G.: W jakimś sensie również i sercanie trochę wpisują się w wielką i bogatą tradycję 225 lat istnienia diecezji tarnowskiej. Jesteśmy w Tarnowie od 1949 roku. Nabyliśmy dla naszego zgromadzenia dom przy ulicy Rogoyskiego 16. Budynek był w stanie surowym. Wszystkie remonty zrobiliśmy we własnym zakresie. Przez przeszło 20 lat klerycy byli przygotowywani do pracy duszpasterskiej w tarnowskim Wyższym Seminarium Duchownym. Wybór padł na Tarnów ze względu na wysoki poziom życia duchowego i intelektualnego tutejszego Seminarium Duchownego. W tej chwili sercanie przebywają w Tarnowie już 63 lata. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że zostaliśmy tutaj bardzo pozytywnie przyjęci, zwłaszcza wśród księży. Od samego początku głosiliśmy bardzo dużo rekolekcji oraz misji. Stale angażowaliśmy się w pracę duszpasterską na terenie całego Tarnowa oraz diecezji.

M.B.: Dom zakonny księży sercanów został otwarty po wielu trudnościach…
J.G.: Towarzyszyły nam pewne problemy, ale w efekcie otrzymaliśmy wszystkie potrzebne zgody. Może wspomnę o takiej historii. Gdy tu przychodziliśmy, to ksiądz biskup Jan Stepa powiedział, że ten dom ma nam służyć tymczasowo. Mieliśmy postarać się o nowe miejsce, w którym stanie nasz kościół oraz sercańskie seminarium. Nasi księża nabyli odpowiedni teren na końcu ulicy Nowy Świat, tam gdzie dzisiaj jest ulica Romanowicza. Mieliśmy na budowę klasztoru 2,5 ha ziemi. Ogrodziliśmy wszystko, nawet było już przygotowane wapno gaszone. Niestety w czasach komunizmu odebrano nam zakupione grunty. Dzisiaj znajduje się w tym miejscu szkoła muzyczna oraz placówka dla dzieci niepełnosprawnych. Dodam jeszcze tylko, że w 1972 roku ks. bp Jerzy Ablewicz przekazał nam parafię w Koszycach Małych.

M.B.: Jaką rolę pełni tarnowski dom Congregatio Sacerdotorum a Sacro Corde Iesu?
J.G.: Nazwa łacińska i jej skrót SCJ oznacza Zgromadzenie Księży od Serca Jezusowego. W Polsce określani jesteśmy jako księża sercanie. Skrót wymyślono w Krakowie w latach przedwojennych ze względu na długą i niewygodną nazwę: Księża Najświętszego Serca Jezusowego. Wtedy były już tam siostry sercanki, i analogicznie do nich właśnie przyjęło się popularne słowo – sercanie. Jeśli zaś chodzi o rolę, jaką pełnił dom tarnowski, to można mówić o kilku okresach. Najpierw służył jako miejsce przygotowania do kapłaństwa, kolejno przez 10 lat funkcjonował na prawach małego seminarium, później był domem misjonarzy krajowych (do 2000 r.). Obecnie mieszka tu kilku emerytowanych księży oraz trzech księży misjonarzy. Jeden z nich pracował przez 30 lat na misjach w Zairze, inny zaś pełnił posługę duszpasterską przez dłuższy okres w Indonezji.

M.B.: Zgodnie z posłannictwem Zgromadzenia angażuje się Ksiądz w wiele prac wychowawczych i formacyjnych, głosi Ksiądz kazania i rekolekcje. Czy taki wachlarz zajęć pozostawia jeszcze czas na stawianie się przed Panem za wiernymi słabej wiary?
J.G.: W naszym życiu są okresy, kiedy mamy wiele pracy. Czasem brakuje człowiekowi sił nawet na modlitwę. Trzeba jednak o niej pamiętać zawsze. Przecież życie, nie tylko w zakonie, musi wyrażać się pracą i modlitwą, zgodnie z hasłem św. Benedykta: „ora et labora”. Trzeba łączyć te dwie rzeczy. Boga możemy wielbić wszystkim, także pracą. Nie tylko, kiedy składamy ręce i klękamy. Nie można tak szufladkować życia. Wszystko, co ofiarujemy Bogu, może być modlitwą…

M.B.: ...ta potrzeba płynie prosto z serca?
J.G.: Wypływa ona niejako z istoty powołania życia zakonnego. Równocześnie jednak myślę, że jest ona bliska każdemu, kto stara się żyć po chrześcijańsku. Wówczas naturalnie wypływa ona z potrzeby serca. Nie można być obojętnym wobec drugiego człowieka. Służba bliźniemu może być realizowana na różne sposoby – poprzez modlitwę, różnoraką pomoc, dobre rady, ciepłe słowo, także poprzez głoszenie słowa Bożego.

M.B.: W tarnowskim klasztorze sercanów znajduje się witraż z gorejącym sercem Jezusa. Czy obraz ten można czytać jako wezwanie do doświadczania miłości w codziennym życiu?
J.G.: Obrazy zawsze służyły do wzbudzania głębszej pobożności. Witraż pomaga kontemplować serce Jezusa, głębiej się z nim jednoczyć. Chodzi przede wszystkim o upodobnienie się do niego. Bóg jest miłością. Kult serca Jezusowego pomaga w przeżywaniu i zgłębianiu tej prawdy. Gdy patrzymy i kontemplujemy Serce Jezusa – otwarte dla nas na krzyżu na Kalwarii – to niejako z konieczności upodabniamy się do Niego. Wtedy nasze serca stają się podobne do Niego i stają się otwarte dla ludzi. Dzięki temu stajemy się wrażliwi na potrzeby innych. Patrząc na współczesną rzeczywistość jestem przekonany, że potrzeba nam dzisiaj dobrych ludzi, o otwartych sercach, bo takich ludzi bardzo nam dzisiaj brakuje.

M.B.: Wydaje mi się, że Ksiądz ma do spełnienia tutaj na ziemi jakąś ważną misję…
J.G.: Nasz wieszcz Adam Mickiewicz pisał: „Miej serce i patrzaj w serce!”. A ja chcę to zmienić i powiem: „Patrzaj w serce, a będziesz miał serce!”. Zresztą także nasze zakonne konstytucje mówią, że każdy sercanin powinien być prorokiem miłości i budować cywilizacje miłości, o czym uczył i do czego zachęcał bł. Jan Paweł II. Takie ideały każdy z nas ma…

M.B.: Dziękuję Księdzu za rozmowę!

Ks. Józef Gaweł SCJ – kapłan ze Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego (sercanin); były magister nowicjatu, wychowawca kleryków, ojciec duchowny, prowincjał; obecnie moderator Sercańskiej Wspólnoty Świeckich i rekolekcjonista sióstr zakonnych; autor licznych pozycji książkowych i artykułów dotyczących życia duchowego, pobożności i duchowości Serca Jezusowego oraz życia zakonnego.

Źródło:
1. Ksiądz z dobrą misją, "Przegląd Regionalny" 2012, nr 2 (16), Rok III, Magazyn "Dobre Strony Historii" nr 2(4)/2012, s. 12-13.

(fot. Marcin Janik)