czwartek, 25 października 2012

O życiu, narzeczonej i garniturze do ślubu we wrześniu 1939. Kazimierza Remiana tarnowscy żołnierze września

Tarnowscy obrońcy i bohaterowie Września 1939 byli prostymi, wiejskimi chłopakami, którzy w dniu wybuchu wojny zabrani zostali od swych żon, narzeczonych, matek. W większości rekrutowali się z  okolicznych podtarnowskich miejscowości i wiosek, a wierność wobec ziemi ojczystej stała się dla nich sprawą najwyższej wagi. Wyraz swej waleczności i  ofiarności dali w serii wspomnień, zgromadzonych i opracowanych przez geografa z zawodu, a z zamiłowania historyka Kazimierza Remiana (1932-2000). Niestety zostały one opublikowane już po śmierci autora, w 2001 r. Książkę wydało Tarnowskie Towarzystwo Kulturalne oraz Muzeum Okręgowe w Tarnowie. Zbierane latami przez K. Remiana materiały, zatytułowane zostały po prostu: „Tarnowscy żołnierze września”[1].
Opracowanie stanowi próbę rekonstrukcji osobistych przeżyć wojennych i wojskowych tarnowskich żołnierzy września, czynioną przez nich po latach. Przebywający już na emeryturze autor, wędrował od wsi do wsi, w poszukiwaniu żyjących jeszcze  uczestników walk prowadzonych na linii Dunajca podczas kampanii wrześniowej. Podjęte przedsięwzięcie uzasadniał następująco: „postanowiłem kiedyś wrócić do wspomnień, do tego, co widziałem jako dziecko we wrześniu 1939 r. nad Dunajcem. (…) Ciągle myślałem o tym, aby wrócić do tamtych dni, do tych „idealnych” oficerów widzianych oczami ojca, do heroizmu i bohaterstwa żołnierzy września, żołnierzy II Rzeczypospolitej”[2]. Z tylko sobie właściwą skrupulatnością spisał ich niejednokrotnie tragiczne wojenne losy. Przy czym okazało się, iż odtworzony ze strzępów pamięci obraz, wymknął się jednoznacznym ocenom i kategoryzacjom. Wrzesień 1939 widziany bowiem oczami młodego, zwyczajnego żołnierza to nie to samo wydarzenie, które zostało opisane w podręcznikach szkolnych czy opracowaniach naukowych.   
Kazimierz Remian w tej niewielkiej objętościowo książeczce, przedstawił historię walki obronnej we Wrześniu 1939 r., ukazaną w niezwykle cennych relacjach dwudziestu żołnierzy, pochodzących z regionu tarnowskiego. Znaleźli się wśród nich między innymi wojacy 16 Pułku Piechoty Ziemi Tarnowskiej stacjonującego w Tarnowie. O wydarzeniach nad Dunajcem opowiedzieli: plutonowy Józef Tryba, sierżant Jan Nikodem, bombardier Józef Szych, kanonier Antoni Stasior, strzelec Józef Kowalski, plutonowy Józef Sadko, plutonowy Stanisław Różycki, starszy strzelec Michał Nosal, strzelec Władysław Smoleń, strzelec Jakub Putała, strzelec Stanisław Piątek, kapral Stanisław Małek, porucznik Józef Piotrowski, kapral Tadeusz Wstępnik, strzelec Stanisław Szumlański, starszy strzelec Franciszek Danik, strzelec Franciszek Broda, starszy sierżant sztabowy Józef Lis, kapitan Józef Klimek, kapitan Józef Urbaniak[3].
Na uwagę zasługuje fakt, iż Kazimierz Remian oddał w książce bardzo prosty i konkretny język wypowiedzi swych rozmówców. Przez co wspomnienia zyskały charakter niezwykle autentyczny. Autor zdaje się przekazywać w ten sposób, że to dzięki osobiście doświadczonym wydarzeniom Września 1939, mają oni pełne prawo do mówienia o swoich przeżyciach, uczuciach, myślach, obawach. Dzięki tak przyjętej perspektywie, bezpośredni a nie zapośredniczony zapis walk, zyskał wymiar jednostkowy i prawdziwy. Podobnie redaktorzy książki, Stanisław Potępa i Marek Popiel, wskazali na jej niezaprzeczalną wartość. W krótkim wprowadzeniu podkreślili, iż Kazimierz Remian w rewelacyjny sposób przedstawił wojnę właśnie: „z perspektywy prostego żołnierza, który maszeruje, ucieka, atakuje, jest bezkarnie ostrzeliwany z powietrza, widzi potworny bałagan spowodowany konfrontacją dwu wojsk z zupełnie innych epok, gdzie mało co było widać w bitewnym tumulcie poza kurzem i padającymi kolegami”[4]. O tym wszystkim odbiorca może dowiedzieć się za pośrednictwem codziennej chłopskiej mowy, co czyni tekst niezwykle barwnym oraz przesyconym prawdziwie odczuwanymi emocjami.
Z opracowanych przez K. Remiana wspomnień tarnowskich żołnierzy niewiele można dowiedzieć się o dokładnym przebiegu działań wojennych we wrześniu 1939 r. w okolicach Dunajca. Miejsca, daty, fakty, wydarzenia i ludzie istnieją o tyle, o ile są dość mocno przeżyte, dzięki czemu zapamiętane i tworzące pewną spójną relację. Historie mobilizacji, walk i powrotów do ziemi ojczystej to proste, a niejednokrotnie dramatyczne dzieje wiejskich chłopaków urodzonych w latach 1907-1916 i pochodzących z  podtarnowskich wsi, w tym między innymi z  Szynwałdu, Bochni, Kaliny Małej, Karwodrzy, Tuchowa, Buchcic, Jodłowej, Woli Radłowskiej, Zabawy, Ilkowic, Woźnicznej, Radłowa, Kłyku i wielu innych.   
Choć okres przygotowań militarnych trwał już od jakiegoś czasu, a atmosferę wojenną wyczuwało się w powietrzu od dawna, na długo przed 1 września, to wszystko zaczęło się dwoma wydarzeniami. W wymiarze globalnym była to detonacja ładunku wybuchowego na tarnowskim dworcu, a w wymiarze indywidualnym otrzymana na przełomie sierpnia i września 1939 r. karta mobilizacyjna. Kartka papieru, która w jednej chwili kazała porzucić wszystko, oderwać się od pracy przy konserwacji powiatowego gościńca czy budowy wiejskiej drogi, pozostawić rodzinę bez środków do życia, porzucić żonę, dzieci, odwołać przygotowany ślub i stawić się do wojskowych koszar. Bombardier Józef Szych tak wspominał swoją reakcję w chwili mobilizacji: „ręce mi drżały, gdy otrzymałem to wezwanie”[5]. Kartka papieru mobilizująca w obliczu niebezpieczeństwa, którego wyraźnym sygnałem stał się wybuch bomby zegarowej w dniu 28 sierpnia 1939 r. w przechowalni bagażu na tarnowskim dworcu kolejowym, w wyniku którego zginęło 20 osób, a 35 zostało rannych; w tak wspominanym przez plutonowego Stanisława Różyckiego dniu: „nastąpiła detonacja, olbrzymi huk, drżały szyby. Był alarm. Moja kompania ckm opuściła budynek i udała się zająć stanowiska w kierunku 100-200 m od linii kolejowej”[6].
Wezwaniem do walki mógł być także awans, który, choć nakazywał pozostawić w Tarnowie narzeczoną, paradoksalnie otwierał przed żołnierzem możliwość ożenienia się z nią:  „miałem narzeczoną i 26 lat życia za sobą. Byłem w stopniu kaprala, a takiemu nie wolno było się żenić. Ona nie będzie czekała… Pułkownik powiedział – ‘awansuję cię od 1 września na plutonowego, wtedy będziesz się mógł ożenić’”[7].   
Z opracowanych przez K. Remiana wspomnień można się dowiedzieć, iż dla zaledwie dwudziestokilkuletnich mężczyzn ważne były dwa aspekty podczas mobilizacji. Pierwszy z nich to pożegnanie się z ukochaną żoną i matką swoich dzieci: „wziąłem na ręce półtoraroczna Helenkę, przytuliłem córeczkę: ‘Może cię już więcej nie zobaczę. Zostańcie z bogiem, kochani, jedyni[8]. Drugim natomiast przyjęcie świętego sakramentu pokuty w swoim małym wiejskim kościółku. O pierwszym odruchu podjęcia próby zabezpieczenia losu rodziny wspomina między innymi plutonowy Józef Tryba: „ponieważ nie chciał iść na wojnę i zostawić żony bez wypłaty, w sobotę odwiedził Urząd Powiatowy w Tarnowie, pobrał pieniądze i oddał je małżonce. Wyspowiadał się w katedrze i tak przygotowany uściskał żonę. Z 4 złotówkami w kieszeni udał się na dworzec kolejowy”[9].
Odnotowane przez Kazimierza Remiana, a często podkreślane we wspomnieniach tarnowskich żołnierzy, pierwsze przeżycia z wojny to stałe uczucie głodu, strachu, zdenerwowania,  wyczerpania, a w efekcie przygnębienia. Brak regularnych posiłków oraz możliwości zakupu jedzenia podczas marszu budził rozgoryczenie, stąd powtarzające się wyznania: „byliśmy głodni. Kawę ostatnio piłem w Krakowie – miałem te cztery złote, ale pieniądze są niejadalne”[10]. Były też chwile zwycięstwa, jak te w pierwszych bitwach pod Tarnowem, w Zbylitowskiej Górze czy w Janowicach nad Dunajcem. Rozkaz „Bagnet na broń!” budził determinację na tyle silną, by wobec wspomnianych przeciwności powstrzymywać marsz niemieckich żołnierzy.  
Niemniej jednak obserwacje te dopełnił K. Remian wspomnieniami o smutnym widoku zapadających się wagonów, katastrofach pociągów, braku uzbrojenia lub uzbrojeniu z końca XIX wieku, kiedy to przysługiwał tylko jeden karabin maszynowy na jedną platformę wagonu. To była szara rzeczywistość, z którą musiał zmierzyć się młody chłopak zwerbowany do wojska na przełomie sierpnia i września 1939 r. Jak wspomina w publikacji K. Remiana sierżant Jan Nikodem: „ciągle te same trudy żołnierskiego życia w odwrocie. Walka o żywność dla siebie i koni. Niewyspanie i przemęczenie. Konie padały, ale człowiek jest silniejszy od zwierzęcia, szedł naprzód. Przed drapieżnym lotnictwem niemieckim ratowały nas lasy i nocne marsze”[11].
Rekrutów przywitał stały ostrzał, silny ogień artyleryjski oraz naloty niemieckich samolotów na stacje kolejowe: „niebo należało tylko do niemieckich samolotów”[12], jak wspominał strzelec Stanisław Piątek. Efektem tego był niejednokrotnie powstający popłoch. Widok palących się składów węglowych i magazynów, łuny pożarów z Biskupic Radłowskich i Radłowa, gruz na ulicach, wzmocniony został  hukiem maszyn, krzykiem kobiet i dzieci, setkami trupów i rannych, dramatyczną śmiercią kolegów żołnierzy w okolicach Otfinowa.  Przy tym wszystkim, jakby nie kończąca się droga i gorzkie pytania: „Czym było wygrać?”  Świadomość nieuchronnej klęski nie ułatwiała sprawy: „takie było uzbrojenie. Niemieckie samochody i czołgi były szybsze od naszych nóg czy koni. (…) Żołnierz był głodny i przemęczony. Trwał ciągły odwrót. Kto to rozumiał, jeśli nie przeżył tego sam, jak oni, prości żołnierze. Byli świadomi nieuchronnej klęski. Tak też się stało”[13], wyznaje Kazimierzowi Remianowi, pochodzący z Jodłowej, starszy strzelec Michał Nosal.
Żołnierze,  zaskoczeni realiami wojny oraz niepokojącymi przeczuciami nadchodzącej klęski, zaczęli znikać. Część z nich uciekała w pola, między kartofle, inni chowali się w rowach, kolejni zaś ukrywali pośród ludności cywilnej. Świadomi odpowiedzialności za takie zachowanie, podejmowali ryzyko w imię ocalenia własnego życia i powrotu do najbliższych im osób. Oskarżani przez swoich dowódców o tchórzostwo, usprawiedliwiali się: „ja chcę żyć, mam narzeczoną, zakupiłem garnitur do ślubu”[14]. Trudno było się im pogodzić z ewentualną stratą, a tę zawsze trzeba było brać pod uwagę. We wrześniu 1939 r. była ona nieunikniona. Nie były to przypadki skrajne ani odosobnione, aczkolwiek dość mocno obrazujące reakcje słabszych rekrutów, nie umiejących odnaleźć się w nowej rzeczywistości, czy po prostu nie wiedzących, co robić. K. Remian zapisał między innymi wspomnienie o pierwszych dniach walki, strzelca Władysława Smoleńa: „Niemcy latali nisko, czuli się bezkarnie i strzelali. Naszych samolotów nie widziałem, ani jednego. Żołnierze zniknęli, pozostawiając oporządzenie wojskowe w koszarach. Ja też uciekłem. Towarzyszyła wszystkim panika. (…) Niemcy ciągle deptali nam po piętach, byli za nami. (…) Nie pozostawało to bez wpływu na samopoczucie naszego żołnierza”[15]
I po latach lub jeszcze we wrześniu 1939 r. następował upragniony powrót do domu. Żołnierze przyjeżdżali pociągiem do miasta, a dalej szli na nogach do Szynwałdu, Tuchowa, Radłowa, Jodłowej, bo innej drogi do ich rodzinnych miejscowości, do matek, żon, narzeczonych, nie było. W taki sam sposób, w jaki wyszli z rodzinnej miejscowości, tak samo do niej wracali, po mniej lub bardziej szczęśliwie zakończonej „przygodzie wojennej”[16]. Z jedną tylko różnicą. Nie pozostali tymi samymi prostymi chłopakami, jakimi byli przed wrześniem 1939 r. A ich Polska stała się już zupełnie innym krajem.
Miały miejsce powroty, nad którymi, w przekonaniu opowiadających, czuwała sama opatrzność, zresztą: „ci żołnierze, to prości chłopcy z podtarnowskich wsi, ale nie w ciemię bici, umieją sobie dawać radę w najtrudniejszych sytuacjach, wywijają się z rozmaitych opresji sprytem i trzeźwą oceną sytuacji, uciekają z niewoli rosyjskiej lub niemieckiej, przeżyją w beznadziejnej sytuacji”[17]. Jeden z takich powrotów, sierżanta Jana Nikodema, zanotował w swej książce K. Remian: „koniec mojej wojaczki nie był ciekawy. Nie zginąłem od kuli, ale o mało nie umarłem z głodu i zatrucia. Głód to straszne uczucie. Jadłem spleśniałe skórki z chleba, które wyglądały tak jak utleniona miedziana blacha na dachach zabytkowych wież kościelnych. Leżałem w przydrożnym rowie, prawie bez życia. Nie mogłem się podnieść. Myślę do dziś, że opatrzność czuwała. Uratował mi życie kolega z Tuchowa Gerard Stec, kucharz naszej baterii”[18]. Był też powrót, już w październiku 1939 r., strzelca Jakuba Putały. Po latach przywołał z pamięci te chwile, nadal mając silne przeczucie opieki opatrzności i głęboką za nią wdzięczność: „zawitałem do domu gdzieś około połowy października, bez ran i zdrowy. Szczęśliwie się to wszystko skończyło. Chwała Bogu”[19].
Tarnowscy żołnierze września mieli się zgłosić do mobilizacji, jako zwyczajni poborowi, tymczasem okazali się wiernymi obrońcami swojej małej ojczyzny. Przeszli do historii jako bohaterowie, mający własną legendę. Pomimo, iż podejmowane zadania nie zawsze były dla nich zrozumiałe, to swoich dowódców darzyli pełnym zaufaniem i przywiązaniem. Odczytać to można między innymi ze słów bombardiera Józefa Szycha: „my żołnierze niewiele z tego rozumieliśmy.  (…) Mapami posługiwali się dowódcy”[20]. I choć zdarzało się, iż żołnierze opuszczali swoje szeregi, nie wykonując powierzonych im zadań, to jednak tlił się wśród nich niegasnący duch walki oraz poczucie obowiązku wobec ojczyzny.
Przekazany przez Kazimierza Remiana opis obrony Września 1939, stanowi  niezwykle cenne doświadczenie czytelnicze. Przedstawia on bowiem z perspektywy podróżnika i historyka spojrzenie różnych osób na pierwsze dni wojny na ziemi tarnowskiej. Przy czym praca podbudowana została licznymi dogłębnymi studiami nad literaturą poświęconą kampanii wrześniowej w regionie tarnowskim oraz, co chyba ważniejsze, własnymi doświadczeniami. K. Remian w 1939 r. był siedmioletnim chłopcem, ale obraz walk pozostawił w nim niezatarte piętno. To, co widział jako dziecko nad Dunajcem w pierwszych dniach walki obronnej i później, stanowiło bodziec do poszukiwania świadków tamtych wydarzeń. Dzięki pasji poznawczej, K. Remian ocalił od zapomnienia wiele cennych maszynopisów niepublikowanych wspomnień, zapisków w księgach parafialnych, kronikach.
Czas wojny, przeżyty został przez każdego żołnierza na swój własny sposób, i pomimo wyraźnych wątków autobiograficznych, ma jednak wiele cech wspólnych. Można powiedzieć, iż ze spisanych przez K. Remiana wspomnień, wyłania się obraz przesycony uporem i wolą walki. Obraz wzmacniany poczuciem krzywdy, które to uczucia dawały siłę tarnowskim żołnierzom września, aby to wszystko wytrzymali, zapamiętali. I z bagażem tak dramatycznego doświadczenia powrócili na rodzinną ziemię. Brutalnie tłamszone tonami niemieckiego żelaza bohaterstwo prostych ludzi, zabranych nagle, w biały dzień z pola, drogi, od narzeczonej, dało wyraz w wielu licznych aktach odwagi i poświęcenia, a niejednokrotnie w dramatycznych wyborach pomiędzy powrotem do domu a pozostaniem na polu walki. Taki obraz Września 1939 odczytać można ze wspomnień tarnowskich żołnierzy, spisanych przez Kazimierza Remiana. I jest to obraz autentyczny, bardzo ludzki.
Małgorzata Budzik

Wykorzystana literatura:
1. Juśko E., Żołnierze tarnowskich jednostek Wojska Polskiego we Wrześniu 1939 roku, „Rocznik Tarnowski” 2009.
2. Olejnik M., 16. pułk piechoty w bitwie pszczyńskiej 1-2 września 1939 roku, „Szkice Tarnowskie” 2010, nr 1.
3. Remian K., Tarnowscy Żołnierze Września, Tarnów 2001.

Wykorzystane źródła:
1. Remian K., Kto zabrał oficerów z Zabawy, „Temi” 1996, nr 15.
2. Szych Z. (2009) 70. rocznica bitwy radłowskiej. Nowy Kurier Dąbrowski. [Online]. Piątek 4 września 2009. Protokół dostępu: http://www.kurier.zicom.pl/?action=pelny_aktualnosc&pelny_aktualnosc=2432&pak=0 [2010, lipiec 15]
3. Ziobro W., Na tropach historii. Tajemnice walki nad Dunajcem, „Dziennik Polski” 1995, nr 227.
4. Ziobro W. (2000) Wspomnienia do szuflady? Książka czeka na sponsora. Dziennik Polski. [Online]. 8 czerwca 2000. Protokół dostępu: http://www.dziennik.krakow.pl/pl/region/tarnow/606169-wspomnienia-do-szuflady.html [2010, lipiec 15].
5. Ziobro W. (2001) Ukazały się wspomnienia żołnierzy. Autor nie doczekał. Dziennik Polski. [Online]. 3 marca 2001. Protokół dostępu: http://www.dziennik.krakow.pl/pl/region/tarnow/728481-ukazaly-sie-wspomnienia-zolnierzy.html [2010, lipiec 15].

                                   
[1] Cytaty w tekście podaję za: K. Remian, Tarnowscy żołnierze września, Tarnów 2001.
[2] Tamże, s. 168-169.
[3] E. Juśko, Żołnierze tarnowskich jednostek Wojska Polskiego we Wrześniu 1939 roku, „Rocznik Tarnowski” 2009, nr 14, s. 187-189.
[4] S. Potępa, M. Popiel, Od redakcji, [w:] K. Remian, dz. cyt., s. 7.
[5] K. Remian, dz. cyt., s. 31.
[6] Tamże, s. 61.
[7] Tamże, s. 22.
[8] Tamże, s. 31-32.
[9] Tamże, s. 10.
[10] Tamże, s. 11.
[11] Tamże, s. 25.
[12] Tamże, s. 79.
[13] Tamże, s. 71.
[14] Tamże, s. 23.
[15] Tamże, s. 74.
[16] Tamże, s. 75.
[17] S. Potępa, M. Popiel, dz. cyt., s. 7.
[18] K. Remian, dz. cyt., s. 27.
[19] Tamże, s. 76.
[20] Tamże, s. 32.