poniedziałek, 14 grudnia 2015

Zapiski Tarnowian i nie tylko z I wojny światowej

Setna rocznica przebiegu pierwszej wojny światowej skłania do refleksji i zadumy. „Wielka wojna” przetoczyła się również przez Tarnów i okolice, nadto tarnowianie doświadczyli jej okropności, tułając się po innych miejscowościach, nawet poza granicami Polski.
Tarnowianie byli tułaczami, wygnanymi do dalekich krajów, gdzie nie zawsze miło i ochoczo ich witano i im pomagano. Jak pisze M. Stopkowa było to iście „dantejskie piekło”.
Poniższe, autentyczne relacje chociaż w niewielkim stopniu uświadamiają współczesnym, co to jest wojna i nieszczęście. Pisownię pozostawiam w oryginale. 
 Doktor Jan Hupka z Niwisk[1] napisał po latach bardzo ciekawy pamiętnik z okresu pierwszej wojny światowej. Zawarł on w nim również swój pobyt i wrażenia wojenne w Tarnowie. Oddajmy mu głos:
„Naczelny nasz wódz Piłsudski urasta mi w oczach na takiego bohatera narodowego, że w jego cieniu blednie pamięć Kościuszki i Poniatowskiego. Bo tamci nie mieli sukcesu, a on go ma. To jakiś nowy Bolesław Chrobry …”[2].
„Wielka bitwa od Bałtyku po Karpaty nie rokowała dobrych nadziei wobec przeważających sił rosyjskich. Jaworski telegrafował mi, bym się  z wyjazdem wstrzymał, ale telegram minął się ze mną. Mimo to postanowiłem jechać. Dojechałem jednak tylko do Tarnowa, gdzie miałem czekać kilka godzin. Poszedłem więc do księdza biskupa Wałęgi. Ucieszył się mną bardzo. Rozmawialiśmy naturalnie tylko o wojnie. Ks. biskup jest zadowolony ze swoich księży, bo prawie wszyscy mimo inwazji moskiewskiej wytrwali na posterunku. Opowiadał mi też o przygodach kilku proboszczów z pod Tarnowa, których komenda austriacka kazała aresztować i przetrzyma związanych pod strażą przez dwie doby. Dopiero gdy przy przesłuchaniu stwierdzono, że są łacińskimi księżmi, puszczono ich. Biskup dziwił się ignorancji oficerów, którzy nie wiedzieli, że pod Tarnowem ruskich księży być nie może. Ja jednak znając już trochę z dawniejszych rozmów zupełną ignorancję austriackich Niemców zwłaszcza na punkcie etnografii, nie dziwiłem się wcale.
Ksiądz biskup Wałęga bolał nad tem, że musimy teraz dobrze życzyć Prusakom, bo w razie zwycięstwa Rosji i dla Kościoła i dla narodu nastałyby czasy straszne. Z drugiej jednak strony obawia się, że w razie zwycięstwa Prusacy tak jeszcze urosną w pychę, że jut chyba Wszechmoc Boża dać  im będzie mogła radę”[3].

Maryla Stopkowa, żona prof. gimnazjum z Tarnowa, która przebyła ciężkie dnie tułaczki, tak opisuje swoje wrażenia:
„Opisywać i przypominać sobie dnie te straszne, które przeszłam, od 1-go sierpnia to tak, jak odwracać i czytać kartki dantejskiego piekła. Przecierpiałam bardzo dużo, o tych smutnych przejściach można by tomy pisać. Mobilizacja zaskoczyła mnie w Dunajcu, a mąż mój jako rezerwowy porucznik, został powołany do Turki. Nie zapomnę nigdy tej smutnej chwili żegnania się. Pamiętam, jak cała wieś wyległa ze swoimi najdroższymi, żegnając ich wśród ogólnego płaczu. Wyszedł ksiądz błogosławić wszystkich na drogę nieznaną i niepewną, a szloch nieszczęśliwych pozostałych matek, żon i dzieci, wtórował tej tragicznej chwili. Okropny był to widok, ale nie pomyślałam sobie nawet, że jeszcze straszniejsze czekają mnie przejścia. W sierpniu męża mego przeniesiono do Sokolik, mianując go komendantem. Pojechałam więc tam z matką moją przez Węgry. Tu spędziłam blizko sześć tygodni, lecz dłużej nie mogłyśmy już pozostać, gdyż bitwy toczyły się na bliższym terenie, a z pod Turki dochodził coraz głośniejszy huk armat, przyspieszając nasz wyjazd dalszy. Mąż mój dostał polecenie natychmiastowego wyjazdu do Sianek. Pojechałam i ja z nim, a w Siankach nastąpiło nasze rozstanie. Ja z mamą jechałyśmy dalej przez cudną okolicę Użoku[4], Kralowan, Suchą Horę[5] do Czarnego Dunajca. Ale i tu po miesięcznej zaledwie bytności zaczęto mówić już o wyjeździe. Położenie moje doprawdy rozpaczliwe, albowiem będąc w poważnym stanie musiałam szukać bezpieczniejszego schronienia. Jazda była smutna i ciężka. Trapiły mnie czarne myśli, czy jeszcze ujrzę mego drogiego męża i gdzie ujrzy to maleństwo moje, światło dzienne?
Nie zapomnę przejść strasznych na stacyi Zsoina na Węgrzech. Ruch był tam i chaos nieopisany, setki żołnierzy, pakiera nie było, a musieliśmy wysiąść. Deszcz lał wtenczas jak z cebra, a nam kazali brać bagaże i brnąć po błocie obchodząc na około stacyę. Osłabiona wreszcie padłam ze zmęczenia na jakieś zawiniątko nie mogąc się ruszyć dalej.  A tymczasem tłok był co raz większy. Żandarmi popychając wrzeszczeli grubiańsko, a nawet popychali kolbami karabinów. Straszna to była noc. Kiedy nad ranem wreszcie nadszedł pociąg, rzuciły się zwarte tłumy do wagonów chcąc sobie wywalczyć lepsze miejsce. Jakaś kobiecina przewróciła się, upuszczając dziecko z rąk. Biedna dziecina główką uderzyła o szyny, zalewając się krwią wśród głośnego żałosnego płaczu. To znów starszego wiekiem człowieka przewrócono, depcząc po nim niemiłosiernie. Cudem jakimś osiągnęłyśmy z matką w Wagonie jakie takie miejsce. W tej walce, ktoś brutalnie uderzył mnie koszem. Zrobiło mnie się naraz ciemno o mało nie straciłam przytomności. Szczęściem dojechałyśmy do Preszburga[6], a tam po dwóch dniach głodowania udałam się z matką do St. Pólten [7], w którym zaledwie trzy dni byłyśmy nie mogąc znaleźć dla siebie mieszkania. Zrozpaczone więc udałyśmy się z prośbą do miejscowego komendanta, który pozwalając nam wyjechać do Wiednia, wydał odpowiednie dokumenty. Przybyłam więc tu do Wiednia. Tu dziecina ujrzała światło dzienne, a mąż dowiedziawszy się o moim pobycie, przyjechał też choć na krótko.
Dziś te dnie już przeszły, życie już spokojniejsze, ale ile razy zerwie się dziecina w nocy i zatrzepocze rączkami, przypominam sobie to wszystko, co przeszłam i czego nigdy w życiu nie zapomnę”[8].

Dr Zygmunt Dzikowski[9], lekarz powiatowy z Tarnowa pisze:
„Podróż nasza była okropną. Pociąg złożony z 60 wagonów, zawierał około 2000 osób, podróżnych. Wśród czterodniowej podróży, byłem kilkakrotnie wzywany do osób chorych na czerwonkę i inne zaraźliwe choroby. Z przykrością zaznaczyć muszę, że traktowano ewakuowanych nie jak wolnych obywateli państwa, lecz jak eksportowanych za karę złoczyńców. Pociąg stawał w szczerem polu, nieraz postój taki trwał i kilka godzin, lecz przez stacye tylko przejeżdżaliśmy”[10].

Józef Pituła, urzędnik sądowy z Tarnowa, pisze:
„Na skutek urzędowego zawiadomienia IV. Etap. komendy z Dębicy, zwolnione zostały wszystkie tarnowskie urzędy, aby uchronić się przed grożącą inwazyą Moskiewską. Trudno opisywać sceny, rozgrywające się przed dworcem kolei i przy pociągu. Dość wspomnieć, że dla kilkunastu tysięcy osób, przeznaczono zaledwie jeden tylko pociąg. Wskutek tego, tysiące osób w największej rozpaczy, bądź furami, bądź też pieszo uciekali do najbliższej stacyi. Podróż do Podgórza trwała bez przerwy czterdzieści godzin, a kto nie przeżył tych mąk, głodu i chłodu, ten nie potrafi zrozumieć, ile okropności ma taka podróż. W dodatku rozpacz moja nie miała granic, gdyż rodzina została w Tarnowie, nie zdążywszy już wyjechać”[11].

Julian Zubczewski[12] emerytowany dyrektor seminaryum nauczycielskiego, pisze:
„Wyjazd nasz nastąpił pod wzmagającą się grozą, zbliżania wroga w czasie drugiej jego ofenzywy z zamiarem oblegania Krakowa. Zakopane zaczęto też wtedy tłumnie opuszczać, a że prowadziła wówczas jedna tylko droga na Suchą Horę (przez Węgry), przeto mimo braku bezpośrednich niebezpieczeństw, panował ścisk i różne uciążliwości w czasie podróży koleją, które, gdyby nie wypływały z jakiejś ogólnej bezradności, można by było wziąć za tendencyjne szykany”[13].

Stanisław Flisowski, inżynier kolejowy i kierownik robót melioracyjnych w Tarnowie, wyjechał końmi do Tuchowa dnia 8. listopada [1914 r.], a stamtąd na Węgry. Na Węgrzech ludność miejscowa odnosiła się bardzo nieżyczliwie do wychodźców, np. w Eperies nie chciano na stacyi żadnych informacyi udzielić w niemieckim języku. Tułaczka różne trudności i przeszkody, nasunęły p. Flisowskiemu dużo gorzkich refleksyi, które aczkolwiek bardzo trafne, nie mogły być wydrukowane ze względów cenzuralnych”[14].

Niech nigdy nie powtórzą się okropności wojenne. Wojna bowiem, to nawałnica, która wszystko niszczy i unicestwia. Tułacza dola tarnowian nie była miła. Musieli na wolną Polskę i Tarnów czekać do 11 listopada 1918 r.
Paweł Glugla

Bibliografia

Opracowania:
1. Gontaszewski A., Dzikowski Zygmunt Doliwa, w: Encyklopedia Tarnowa red. A. Niedojadło, Tarnów 2010
2. Hupka J., Z czasów wielkiej wojny. Pamiętnik nie kombatanta, Niwiska 1936.
3. Wroński P., Austria praktyczny przewodnik, Bielsko-Biała 2008.
4. Z tułaczej doli (Pamiętniki wygnańców 1914-1915) red. Z. Rembowski, R. Henicz, Wiedeń 1915.

Strony internetowe:
1. Sucha Góra – Wikipedia [Online].
Protokół dostępu: http://pl.wikipedia.org/wiki/Sucha_G%C3%B3ra_Orawska [3.06.2015 r.].
 2. Użok – Wikipedia [Online].
Protokół dostępu: http://pl.wikipedia.org/wiki/U%C5%BCok [3.06.2015 r.].
3. W. Bieńkowski, Jan Antoni Ernest Hupka, Internetowy polski słownik biograficzny [Online].
Protokół dostępu: http://www.ipsb.nina.gov.pl/index.php/a/jan-antoni-ernest-hupka [3.06.2015 r.].
                                   
[1] Jan Antoni Ernest Hupka (ur. 22 stycznia 1866 r. w Niwiskach, zm. 27 marca 1952 r. w Kolbuszowej Dolnej) - polski dr prawa, poseł, starosta, ostatni właściciel Niwisk, syn Kazimierza i Marii Zubrzyckiej. W. Bieńkowski, Jan Antoni Ernest Hupka, Internetowy polski słownik biograficzny [Online]. Protokół dostępu: http://www.ipsb.nina.gov.pl/index.php/a/jan-antoni-ernest-hupka [3.06.2015 r.].
[2] J. Hupka, Z czasów wielkiej wojny. Pamiętnik nie kombatanta, Niwiska 1936, s. 414.
[3] Tamże, s. 96.
[4] Użok (węg. Uzsok) - wieś w Karpatach Wschodnich na Ukrainie, nad rzeką Uż, w rejonie wielkoberezneńskim obwodu zakarpackiego, po drugiej stronie grzbietu karpackiego niż Sianki; przed I wojną światową jak i niemal cała późniejsza Słowacja w granicach Węgier, w dwudziestoleciu międzywojennym należała do Czechosłowacji. Do roku 1918 w komitacie Ung graniczyła z powiatem turczańskim (Galicja). W okresie austro-węgierskim prowadziła tędy droga ze Starego Sambora, przez Turkę na Węgry. Wieś była letniskiem uzdrowiskowym. Użok – Wikipedia [Online]. Protokół dostępu: http://pl.wikipedia.org/wiki/U%C5%BCok [3.06.2015 r.]. 
[5] Sucha Góra, również Sucha Góra Orawska (słow. Suchá Hora; węg. Szuchahora) – miejscowość na Słowacji w powiecie Twardoszyn, na granicy polsko-słowackiej. Sąsiaduje ona z podhalańskim Chochołowem. Sucha Góra – Wikipedia [Online]. Protokół dostępu: http://pl.wikipedia.org/wiki/Sucha_G%C3%B3ra_Orawska [3.06.2015 r.].
[6] Preszburg, Pressburg, obecnie Bratysława – stolica Słowacji. 
[7] St. Pölten, Sankt Pölten – statutarne miasto powiatowe w północno wschodniej Austrii, stolica kraju związkowego Dolna Austria. Prawa miejskie St. Pölten otrzymało w 1159 roku. Od 1785 stolica diecezji St. Pölten przeniesionej z Wiener Neustadt. P. Wroński, Austria praktyczny przewodnik, Bielsko-Biała 2008, s. 132-133.
[8] Z tułaczej doli (Pamiętniki wygnańców 1914-1915) red. Z. Rembowski, R. Henicz, Wiedeń 1915, s. 25-26.
[9] Dzikowski Zygmunt Doliwa (1848-1928), lekarz miejski. Studia lekarskie ukończył na UJ w 1876 r. Od 1901 r. lekarz powiatowy w Tarnowie. Autor licznych publikacji. Pochowany na starym cmentarzu w Tarnowie. Jego zięciem był Jan Szczepanik – „polski Edison”. A. Gontaszewski, Dzikowski Zygmunt Doliwa, w: Encyklopedia Tarnowa red. A. Niedojadło, Tarnów 2010, s. 116.
[10] Z tułaczej doli..., dz. cyt., s. 37.
[11] Tamże s. 38.
[12] Julian Zubczewski (1855–1917).
[13] Z tułaczej doli..., dz. cyt., s. 38.
[14] Tamże s. 36.